Jeden głos czy dwa głosy

dobra-milosc-co-robic-by-nasze-dzieci-mialy-udane-zycie2Ojciec i matka nie muszą tworzyć wobec dziecka wspólnego frontu, mówić jednym głosem, zajmować identycznego stanowiska. Jeśli jeden z rodziców potrafi stanąć po stronie dziecka, gdyż uważa że drugi się myli, to jest to bardzo korzystna i konstruktywna sytuacja zarówno dla dziecka jak i całej rodziny.
Kiedy dziecko widzi, że rodzice mają różne zdania w jego sprawie i kłócą się, może dostrzec, że dla rodziców najważniejsze jest jego dobro i ktoś występuje w obronie tego dobra, a nie postępuje bezsensownie w imię wzajemnej lojalności. Dostrzegając, że rodzice gotowi są zaryzykować konfrontację między sobą, by znaleźć najlepsze dla niego rozwiązanie jakiegoś problemu, dziecko czuje się kimś wartościowym, ważnym, wobec kogo kierowana jest autentyczna troska. Nie chodzi tutaj o awanturę, w której jeden z małżonków wyładowuje na drugim swoje frustracje z byle powodu, bo taka sytuacja nie ma żadnego sensu wychowawczego. Chodzi o spór, w którym o coś obu stronom chodzi, o dyskusję, wymianę argumentów, racji, a nie walkę. Spór nie może być poniżaniem, manifestacją pogardy lub jakiejkolwiek przemocy. Chodzi o wzajemne przekonywanie siebie do swoich racji, nawet jeśli następuje przy tym naturalne uruchomienie emocji z podniesionym głosem.
Sytuacja, gdy dziecko jest świadkiem sporu rodziców jest jedną z najbardziej potrzebnych lekcji w życiu. Dziecko dowiaduje się wówczas, że można się różnić w jakiejś sprawie, śmiało prezentować swoje poglądy, rzeczowo ich bronić, czasem postawić na swoim, czasem ustąpić, ale szanować się nawzajem. Spór to nie jest koniec miłości. Można różnie myśleć na ten sam temat, a mimo to dalej się lubić, szanować i potrzebować. Można się też kłócić i godzić. Spór na oczach dziecka ma sens wtedy, gdy dziecko jest też świadkiem pojednania.
Rodzice na pewno nie powinni w obecności dziecka prowadzić sporów dotyczących seksu czy zdrady oraz osób, z którymi dziecko jest związane, np. kłótnie dotyczące oceny dziadków.
Ważne jest aby dzieci czuły, że mogą wyrazić swoje zdanie, zwłaszcza w sprawach, które dotyczą ich samych. Jeśli rodzice będą blokować w dziecku możliwość wchodzenia w spór z nimi, to ono z czasem przestanie się w ogóle odzywać. Będzie rozmawiać tylko z kolegami, bo w rozmowie z rodzicami będzie się czuło nikim. A to jest prosta droga do utraty kontaktu z dzieckiem, do tego by wycofało się ono w swój świat wewnętrzny lub zewnętrzny, o którym rodzice nie będą nic wiedzieć. Wiele dzieci jest przyzwyczajonych, że nie ma prawa głosu w domu /”Nie wtrącaj się, jak mama i tata ze sobą rozmawiają!”/, albo ma negatywne doświadczenia z mówieniem rodzicom trudnej prawdy. Wiele dzieci wyczuwa słusznie, że rodzice często nie chcą słyszeć o ich problemach, ba mają”ważniejsze sprawy na głowie”. A pytanie „Co słychać” to czysta formalność.
Okropne dla dziecka są nie spory, lecz tzw. „ciche dni”.Dziecko nie wie wówczas jak się zachować. Przeżywa konflikt lojalności- gdy rozmawia z mamą to zastanawia się czy tata się nie gniewa i odwrotnie. Ciche dni to milcząca wojna. Ze sporu można wywnioskować jaki jest problem, z milczenia już trudniej. Dziecko ani nie wie co jest grane, ani ile ten stan będzie trwać. Nie potrafiąc sobie poradzić z tak dużym napięciem, dziecko często podświadomie wpada na pomysł, że wywinie jakiś numer, by rozładować sytuację i skoncentrować uwagę na sobie. Stawia rodziców wobec nowego problemu, który ma ich zmusić do przerwania tej izolacji. Dziecko uczy się, że konflikt jest czymś co oddala, kończy się wrogością lub zranieniem emocjonalnym.
Każdy konflikt, który kończy się rozładowaniem lub izolacją, ma zły wpływ na dziecko. Młodsze dzieci czują się często w takiej sytuacji winne za konflikt między rodzicami. Gdy rodzice przeciągają dziecko na swoją stronę w konflikcie powodują w jego emocjach rozdarcie, chaos, czasem wręcz spustoszenie. O wiele lepiej jest, gdy każdy z rodziców czasem ma rację, a czasem się myli i potrafi się do tego przyznać.
Jeśli dziecko sprawia jakieś problemy to ojcu nie wolno spychać winy na matkę i odwrotnie. Ojciec i matka są rodzicami w równym stopniu. I wychowują swoje dzieci bez względu na to co robią, lub czego nie robią, czy są obecni w domu czy nie, czy się angażują czy nie. Nawet jeśli matka czy ojciec bezpowrotnie znika z życia dziecka albo niezbyt się angażuje, to i tak wpływa na swoje dziecko tym zniknięciem lub brakiem zaangażowania. Jeśli decydujemy się na dziecko to powinniśmy pamiętać, że bycie rodzicem jest dożywociem bez żadnych szans na umorzenie choćby jego części.
Wszystkie sytuacje, w których pojawia się rywalizacja między ojcem a matką o uczucia dziecka, zachęcają do manipulacji. Gdy rodzice są niedojrzali, czują się niepewni, mają zaburzone poczucie własnej wartości rywalizują o uczucia dzieci, by się podbudować. Obojgu strasznie zależy, żeby być dla dziecka tą najważniejszą osobą. Tracą w ten sposób interes dziecka, a widzą tylko własny. Dziecko szybko się orientuje, że nie chodzi o to, by czuło się kochane, lecz by wybrało któregoś z rodziców. Początkowo obmyśla co zrobić, by oboje byli zadowoleni, ale z czasem uczy się, że na tym układzie można robić dobre interesy. Jeśli między rodzicami nie ma podstawowych ustaleń co do tego, kto w pewnych sferach za co odpowiada, to dziecko na pewno zacznie to wykorzystywać.
Jeśli dziecko poczuje się niesprawiedliwie potraktowane przez jednego z rodziców, to powinno wiedzieć, że może przyjść do drugiego z prośbą o pomoc, aby ten stał się rzecznikiem jego interesów, jeśli dziecko przekona, że ma rację. To wcale nie musi być manipulacja. Jeśli rodzic idzie do drugiego żeby się uczciwie wspólnie zastanowić, czy decyzja którą podjęli nie krzywdzi dziecka, to jest w porządku. Jeśli rodzice potraktują to jako rozmowę o dobru dziecka, a nie wzajemną rozgrywkę pod hasłem „kto postawi na swoim”, to może być sytuacja cenna wychowawczo.
Rodzice wcale nie muszą mieć identycznej odpowiedzi na pytania dziecka. Byłoby dziwne gdyby dwie indywidualności, dwa światy zawsze mówiły jednym głosem. Ich dwa głosy mogą, a nawet powinny ze sobą dyskutować, polemizować w obecności dziecka, ale nigdy nie powinny ze sobą walczyć.