Zasada walizki

dobra-milosc-co-robic-by-nasze-dzieci-mialy-udane-zycie2„Dziecko można porównać do walizki, którą pakujemy latami. Wszystko, co się w niej znajduje, kiedyś musieliśmy tam włożyć.”
Jeśli nie znajdujemy odpowiedzi na pytanie: „Kto go tego nauczył?”, powinniśmy się dokładniej i uczciwiej przyjrzeć temu, jaki przykład rzeczywiście dawaliśmy dziecku, a nie temu, co mu wpajaliśmy. Bardzo często jeśli dziecko przejawia jakąś niewygodną dla nas – rodziców cechę, próbujemy pozbyć się odpowiedzialności, zanegować rzeczywistość i poszukiwać tego co złe, na zewnątrz. Zrzucamy winę na partnera lub kogoś innego, mówiąc np. „On to ma po wujku Zbyszku”. Innym sposobem na pozbycie się rodzicielskiej odpowiedzialności jest założenie, że było się nieskazitelnym rodzicem, lecz zadziałał pech, np. dziecko spadło z huśtawki. Jeszcze inne mity: „moje dziecko jest nieudane, bo jest chore”; lub „jako rodzice bardzo oboje się staraliśmy, ale syn dał się wciągnąć w złe towarzystwo”- powstaje pytanie, co takiego działo się w domu, że dziecko dało się wciągnąć w złe towarzystwo.
Wszystko co nasze dziecko reprezentuje jest naszym udziałem. Należy pamiętać, że nadchodzi w końcu taki moment, że nie możemy już nic do tej walizki włożyć, ani wyjąć nic z tego, co zostało kiedyś niezbyt uważnie włożone. Jest to okres dojrzewania – wówczas dziecko zaczyna rodzicom „wypłacać”. Jeśli nawkładaliśmy byle co i byle jak, to okres dojrzewania będzie dla wszystkich utrapieniem. Ujawni się wtedy to, czego naprawdę nauczyliśmy nasze dziecko.
Stan umysłu dziecka odzwierciedla podświadomość rodziców. Im mniej świadomi siebie jesteśmy, tym bardziej nasze dziecko będzie zachowywać się w sposób niezrozumiały dla nas. Nieświadomie i odruchowo uczymy dziecko tego, czego sami u siebie nie lubimy, obawiamy się i do czego sami przed sobą wolimy się nie przyznawać. Jeśli np. w rodzinie istnieje wysoki poziom lęku, lecz rodzice się nie przyznają do tych uczuć nawet przed sobą, to z dużym prawdopodobieństwem wychowają strachliwe dziecko.
A zatem im bardziej jako rodzice jesteśmy świadomi siebie i własnych uwarunkowań, tym lepiej potrafimy komunikować się z własnymi dziećmi. Najlepszą radą dla nas-rodziców jest więc rozwijanie samoświadomości, by wiedzieć więcej i żyć sensowniej, a przy okazji mniej własnych ograniczeń i problemów przekazywać swoim dzieciom. Możemy uczęszczać na własną terapię, czytać książki, brać udział w warsztatach terapeutycznych i treningach. Zamiast udawać idealnych i nieomylnych, pokażmy naszym dzieciom, że jesteśmy ludźmi, którzy poszukują, pracują nad sobą, próbują się zmieniać na lepsze, dostrzegają swoje własne wady i coś z tym robią. Jako rodzice mamy prawo być po ludzku bezradni i omylni. I to jest w porządku, o ile tylko potrafimy przyznawać się do błędów i wymawiać słowo „przepraszam”.
Biorąc się za pakowanie walizki z napisem „dziecko”, musimy wziąć pod uwagę, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego skontrolować, co do tej walizki wkładamy. Ważne jest też, abyśmy nie uchylali się od odpowiedzialności za rzeczy, które w tej walizce są i nam się nie podobają. Bo wtedy ostatecznie tracimy szansę na to, by to co szkodliwe z niej usunąć.